5. Bieg SGH: Pobiegli i pomogli. 25 tys. zł dla Mateuszka! [ZDJĘCIA]


Można było policzyć liczbę startujących czy osiągane czasy, ale radości chłopca w chwili, gdy pojawił się na dużej scenie nie da się oszacować.

Zamiast rozgrzewki

W niedziele w Warszawie rozegrano piąty Bieg Szkoły Głównej Handlowej. Sportowo uczestnicy mieli do wyboru dwa dystanse: 5 i 10 km. Obie trasy posiadały atest PZLA. W porównaniu do ostatniej edycji, na biegaczy czekała nieco zmieniona trasa. Tak jak poprzednio start usytuowany był przy ul. Batorego, w okolicach klubu studenckiego Stodoła. Natomiast meta została przeniesiona do pobliskich Ogrodów Rektorskich SGH. Nowością był też wprowadzony do programu zawodów Bieg Dzieci na 1 km.

Impreza tradycyjnie miała cel charytatywny. W tym roku zbierano środki na pomoc małemu Mateuszowi. Malec choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Potrzebuje leczenia za granicą i codziennej rehabilitacji. Na leczenie chłopca powędrował cały dochód z opłat startowych.

„Piątka” na piątkę!

Na starcie pojawiło się wielu znanych uczestników wcześniejszych edycji, w tym wicemistrz Polski w maratonie z 2015 roku Jakub Nowak, który był też zaangażowany w organizacje wydarzenia. O wygraną walczyli z kolei Krzysztof Wasiewicz - zwycięzca pierwszego w historii biegu SGH, Łukasz Oskierko - triumfator dwóch ostatnich edycji imprezy, a także Piotr Mielewczyk, który nie tak dawno poprawił życiówkę w półmaratonie (1:09:09). Wśród pań faworytką była Mariola Ślusarczyk - medalistka Mistrzostw Polski w biegach na 3000 m z przeszkodami.

Po zaciętej walce wygrał Krzysztof Wasiewicz, który uzyskał czas 14:46. Jest to nowy rekord życiowy tego zawodnika, lepszy od poprzedniego o całe 21 sekund.

– Czułem, że jest mocna obsada, ale biegłem odważnie cały czas z przodu. Do 2,5 km trzymałem się razem z Kubą Nowakiem, a chłopaki byli z tyłu. Koło 3. kilometra zaatakował „Oskier”. Przetrzymałem go, a na 500 metrów do mety ruszyłem do przodu. Udało się wygrać. Pierwszy raz złamałem grancie 15 minut. Ta bariera mnie męczyła chyba od trzech lat. Jestem bardzo zadowolony! – mówił po biegu Krzysztof Wasiewicz.

Drugi był Łukasz Oskierko z czasem 14:51. Popularny „Oskier” był bliski ustrzelenia hattricka na Biegu SGH, ale mysiał uznać wyższość rywala z Kondycji Piaseczno. Podium uzupełnił Jakub Nowak z rezultatem 15:06. Dla Kuby był to pierwszy start od 2016 roku i wygranej w ramach Runbertowa.

Wśród pań wygrała wspomniana Mariola Ślusarczyk, z rezultatem 17:22. Na drugim miejscu uplasowała się Alicja Benedyk - mistrzyni Polski do lat 23 na dystansie 1500 m z 2012 roku, która uzyskała czas 17:44. Trzecia była 20-letnia Julia Pleskaczyńska, pokonując trasę w 17:57.

– Cieszę się z wygranej. Zwłaszcza, że wracam po zapaleniu tchawicy i krtani. Choroba mnie bardzo wyniszczyła. Zaczęłam już robić pierwsze treningi, a to był taki pierwszy sprawdzian. Wypadł bardzo dobrze. Brakuje jeszcze szybkości, ale wytrzymałość już się odbudowała – mówiła nam po biegu Mariola Ślusarczyk, która utarła nosa wielu mężczyznom.

– Cały czas biegłam jako pierwsza kobieta i starałam się doganiać kolejnych mężczyzn. To bardzo motywowało. Ciesze się też, że mogłam rywalizować z moją przyjaciółką, Alą Benedyk, która już nie trenuje tyle co ja, bo jest biegaczką na emeryturze, ale uzyskała tu bardzo dobry wynik – chwaliła koleżankę Mariola Ślusarczyk.

W biegu na 5 km wystartowało 835 osób. W klasyfikacji drużynowej wygralii Janusze i Grażyna 1, z łącznym wynikiem 1:20:06.

„Dyszka” i organizacyjna (za)dyszka

Poziom rywalizacji na dłuższym dystansie zapowiadał się nieco słabiej. Dwukrotny zwycięzca Michał Bernardelli uprzedzał, że wraca dopiero po kontuzji i nie jest jeszcze przygotowany na prawdziwe ściganie. Gdy w tłumie zauważyliśmy Kamila Jastrzębskiego, stało się niemal pewne, że to może być spektakl jednego aktora. Niestety, później okazało się że biegacz tylko trenował w okolicy zawodów. Już wkrótce czeka go start podczas ORLEN Warsaw Marathon. Jak nam powiedział, liczy tam na wysokie miejsce.

Trasa biegu na 10 km składała się z dwóch rund. Start został przesunięty o kilka metrów w porównaniu z „piątką”. Wszystko zgodnie z wytyczonym atestem. Po pierwszej rundzie, mimo swoich zapewnień, na prowadzeniu plasował się Michał Bernardelli. Tuż za nim biegł Dariusz Nożyński. Na wysokim czwartym miejscu w klasyfikacji open podążała najlepsza z kobiet - maratonka Angelika Mach.

Obserwatorzy zmagań byli przekonani, że taka kolejność utrzyma się do mety. Obsługa informowała przez walkie-talkie, by przyszykować się na finisz, bo „prowadzi prezes AZS SGH”. Taką funkcję pełni bowiem Michał Bernardelli. Doświadczony biegacz jest też adiunktem w Zakładzie Metod Probabilistycznych. To mogło zmylić obsługę, gdy na prowadzenie wyszedł Dariusz Nożyński. Zmierzał on już pewnie po wygraną, gdy niepotrzebnie został skierowany przez obsługę na trzecią pętlę.

Ostatecznie metę jako pierwszy przekroczył Michał Bernardelli, ale od razu dawał znać, że jest drugi. Organizatorzy od razu przeprosili za zaistnieją sytuację Dariusza Nożyńskiego i to jemu zostało przyznane pierwsze miejsce, z wynikiem 33:25. Michał Bernardelli był drugi z rezultatem 33:40, a trzeci Paweł Czyżkowski 34:28.

– Pomylił się człowiek przed samym wbiegnięciem w kierunku mety. Może dlatego, że nie było samochodu prowadzącego? Ale każdemu może się zdarzyć w emocjach. Takie życie. Ale to był start treningowy. Za tydzień biegnę ORLEN Warsaw Marathon, a moją główną imprezą będzie Wings For Life World Run w Poznaniu – mówił na mecie Dariusz Nożyński. Trochę żałował słabszego tempa biegu, ale impreza bardzo mu się podobała.

– Konkurencja nie była tu najmocniejsza, nie było największych „harpaganów”. Michał zaczął mocno jak na to, że jest bez treningu. Ja biegłem swoje po 3:20 min./km. Widać było z czasem, że on słabnie. Przejąłem go na 7. kilometrze. Chciał się utrzymać, ale nie dał rady. Bez treningów nie ma cudów... Wygrana mnie cieszy, ale czas jest taki „miałki” – analizował po biegu zwycięzca.

Wśród pań najlepsza okazała się Angelika Mach, która trasę pokonała w 34:41. Wynik dał jej wysokie czwarte miejsce w klasyfikacji open. Druga była Julita Kotecka-Nerek z rezultatem 41:13, a trzecia Eliza Florczuk z wynikiem 43:15.

– Biegło mi się bardzo dobrze. Może brakowało tylko oznaczeń kilometrów, przez co nie mogłam kontrolować tempa, a GPS mi się gubił. Ale jak na imprezę organizowaną przez studentów to wszystko jest super. Sportową i atmosferą nie odstaje niczym od tego, co mamy na większych biegach. Co do samego czasu, to jak na sprawdzian przed maratonem wyszło przyzwoicie – oceniała Angelika Mach.

W biegu na 10 km wzięło udział 517 osób. W klasyfikacji zespołowej wygrała Drużyna A z łącznym czasem 3:26:55.

Pełne wyniki: TUTAJ

Mateuszu - walcz! 

Wliczając dzieci i młodzież, wystartowało ponad 1500 osób. Na mecie na wszystkich czekały pamiątkowe medale. W miasteczku biegowym nie brakowało atrakcji, począwszy od masaży, po możliwość zmierzenia BMI i zbadania składu ciała. Niezależnie od wyniku badania, warto było skorzystać ze strefy gastronomicznej. Najważniejszy był oczywiście charytatywny cel wydarzenia. To właśnie mały Mateusz był prawdziwym zwycięzcą tego biegu!

RZ


Polecamy również:


Podziel się: