Biegacz z sercem futbolowym. „Przechodzą ciarki”


„Jeszcze jeden” - nawoływał spiker podczas towarzyskiego meczu Polska - Litwa na Stadionie Narodowym. To Paweł Jańczyk - biegacz, rzecznik prasowy Korony Kielce, dyrektor Półmaratonu Kieleckiego.

Był Pan konferansjerem podczas pożegnalnego meczu reprezentacji Polski przed Mistrzostwami Świata w Rosji. Jakie to było uczucie?

Wrażenie było niesamowite! Stadion Narodowy, z całym szacunkiem dla innych obiektów, już samą nazwą wskazuje, że jest to najważniejsza arena piłkarska w kraju. Na trybunach było ponad 53 tys. osób. Chociaż był to mecz towarzyski, to spotkanie było bardzo ważne, rozgrywane tuż przed mistrzostwami świata. Widziałem tu już wiele wydarzeń, koncertów, a nawet surfing, ale jak się krzyknie do mikrofonu i usłyszy odpowiedź pełnych trybun, to przechodzą ciarki. Nawet mnie, chociaż jestem doświadczonym spikerem i robię to od 2006 roku.

Na mundial wracamy po 12-latach. Oczekiwania są spore...

Na pewno. Żyjemy jednak w takich czasach, że nasi reprezentanci stanowi o sile w swoich klubach. Z całym szacunkiem, ale za trenera Pawła Janasa w Niemczech tak nie było. Oczywiście, też mieliśmy gwiazdy, ale nie były one tego formatu co Robert Lewandowski, Wojciech Szczęsny czy Piotr Zieliński. Młode osoby biegają teraz po boiskach w koszulkach z nazwiskiem Grosicki czy Milik. Fajnie jest kibicować swoim idolom. To wzmaga oczekiwania. Ale tam nie będzie słabych zespołów.

Pamięta Pan swoje pierwsze mistrzostwa świata?

W tym roku napisałem książkę dla dzieci o mistrzostwach. Przy okazji próbowałem odświeżyć sobie wspomnienia. Na pewno pamiętam mistrzostwa we Włoszech w 1990 roku. Byłem gdzieś na koloniach i kibicowałem Argentynie. Szczegółów nie pamiętam, ale miałem wrażenie, że uczestniczę w tej imprezie. Wtedy już się jakoś mocno wkręciłem. Na mundial pojechałem jako kibic do Niemiec w 2006 roku. Niestety do Rosji się nie wybieram. Żałuje.

Ulubieni piłkarze z poprzednich mundiali?

Może dlatego, że mam rodzinę w Holandii, to lubiłem Rudda Gullita czy Marco van Bastena. Oczywiście ze starczych czasów Argentyńczyka Diego Maradone, czy Włochów - Roberto Baggio i Alessandro Del Pierro.

Szefuje Pan dużej imprezie biegowej, żyje bieganiem. Czy mistrzostwa wpłyną na frekwencje biegów w tym czasie?

Myślę, że tu nie ma problemu. W okresie letnim imprez jest mniej niż wiosną czy jesienią. Dodatkowo mecze rozgrywane będą po południu i wieczorem. Można, więc wystartować i wrócić do domu na interesujące nas spotkanie.

Sam pan biega, czy jak uważa - szura. W takim razie, przez najbliższy czas w pojedynku mecz czy trening, co wygrywa ?

Czekam na mundial i najbliższy okres podporządkowuje mistrzostwom. Chciałbym obejrzeć sporo meczów i to nie tylko tych hitowych. Nie oceniam taktycznych zagrań, bo nie jestem fachowcem. Mundial jest widowiskiem.

Kto zostanie mistrzem świata?

Kibicuje dobrej piłce. Na pewno silna będzie Argentyna, Portugalia, żałuje że nie ma Włochów. Ale liczę, że jak najdłużej w grze będą nasi chłopcy i nie będzie takiej sytuacji, że teraz wybieramy kim fascynujemy się dalej.

Rozmawiał RZ


Polecamy również:


Podziel się: