Co z tymi przeszkodami? Reebok POWERUN by Runmageddon dla… maratończyków i ultrasów! [ZDJĘCIA]


X-Man, Pole Dance, Porodówka, Czarna Wdowa... Te i inne przeszkody przygotowali dla uczestników organizatorzy Reebok POWERUN by Runmageddon. Nie wszyscy chcieli korzystać, zarabiając bonifikaty czasowe, ale każdy chciał dotrzeć do mety.

Pierwsza edycja miejskiego biegu z przeszkodami Reeboka i Runmageddonu przypadła do gustu uczestnikom. Nie było to jednak pierwsze tego typu wydarzenie w stolicy.

Dawno dawno temu...

Impreza odbyła się blisko siedem lat po Reebok ZigTech Challange, w którym atrakcją było głównie przeskakiwanie przez zaparkowane samochody (zobacz relację), i niemal dokładnie cztery lata po debiucie Runmageddonu - 13 kwietnia 2014 roku na Torze Wyścigów Konnych na Służewcu zebrało się ponad 700 osób skuszonych hasłem „Będzie Piekło”; frekwencja dopisała, zwłaszcza że tego samego dnia rozgrywany był ORLEN Warsaw Marathon i towarzyszący mu bieg na 10 km. Od tamtego czasu zmieniło się niemal wszystko w biegach przeszkodowych.

Tym razem Runmageddon, łącząc siły z firmą Reebok, zaproponował miejski bieg ekstremalny, nazywany też urbanathlonem. Jest to idealna propozycja dla tych, którzy myśleli o sprawdzeniu się w biegu z przeszkodami, ale bez błotno-wodnego entourage'u. Trasa prowadziła Bulwarami Wiślanymi i przez Stare Miasto, start, meta i pokaźne miasteczko biegowe zlokalizowane było przy Parku Fontann. Wszystko w samym centrum miasta. Zawodnicy startowali falami co kwadrans.

Mijać czy nie mijać? Oto jest pytanie

Uczestnicy mieli do pokonania dystans 10 km. Co kilometr czekała na nich przeszkoda. Na rozgrzewkę poręcze. Im dalej, tym trudniej. Nie zabrakło wspomnianego już „X -Mana” czyli przejścia po rozwieszonych i skrzyżowanych linach, „Porodówki”, polegającej na przejściu pod oponami czy też „Pole Dance”, oznaczającego zjazd na rurce. Tuż przed metą czekał jeszcze „Multiring”, czyli przejście po zawieszonych kołach.

Można było wybrać czy chce pokonać pokonać dane utrudnienie i zarobić bonus w postaci minus jednej minuty do końcowego czasu. W sumie można wyzyskać aż 10 minut. Uczestnicy mogli też przebiec w całości trasę, jak w zwykłym biegu ulicznym. Dodatkowo za przebiegnięcie przez dach Centrum Nauki Kopernik (gratka!) można było zyskać minus cztery minuty. Wtedy jednak pokonywało się też nieco dłuższy dystans.

(Nie)pewni zwycięzcy

Na pierwszy rzut oka wydawało się, że zwycięzcami musieli zostać Ci, którzy pokonali kilka przeszkód. Jak się jednak okazało, wśród kobiet wygrała maratonka Anna Łapińska, z wynikiem 37:48, która nie pokonała żadnego utrudnienia. Nie biegła nawet przez wspomnianych dach. – Zabiłabym się na tych przeszkodach! Ja tylko przez płotek niski potrafię przechodzić! To tyle, jeśli chodzi o przeszkody (śmiech) – powiedziała nam po biegu zwyciężczyni.

Nad drugą na mecie… Ewą Jagielską, trzykrotną medalistką MP w biegach ulicznych w 2017 r., Anna Łapińska zanotowała półtorej minuty przewagi. Obie zawodniczki zobaczymy wkrótce podczas 6. ORLEN Warsaw Marathonu.

Wśród mężczyzn wygrał Marcin Sypniewski, który jest żołnierzem i po służbie bierze udział w wielu biegach ekstremalnych jak Runmageddon, czy Maraton i Półmaraton Komandosa. Zwycięzca ukończył bieg w czasie 30:03 i o 20 sekund wyprzedził... dwukrotnego zwycięzcę Biegu 7 Dolin 64 km - Artura Jabłońskiego.

Artur, jak stwierdził, wygraną stracił na „Porodówce”, do której „źle się zabrał” (pokonał przeszkodę górą, a nie dołem). Dodajmy, że na pokonanie przeszkody była tylko jedna próba. W przypadku niepowodzenia uczestnik wracał na „zwykłą” trasę i nie zyskiwał bonifikaty.

„Mam te moc, mam te moc...”

Dopisała aura i kibice, chętnie wspierający uczestników przemierzających historyczne fragmenty miasta. Byli i tacy, którzy narzekali na biegaczym, ale logistycznie bieg zabezpieczony był perfekcyjnie. Niezależnie od zajętego miejsca, uczestnicy świętowali metę.

– Kiedy pierwszy raz startowałem w Runmageddonie, to było największe doznanie w moim życiu. Po całym wyścigu byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ten bieg różni się od typowego Runmageddonu. Jest bardziej rekreacyjny, ale tu też jest bardzo fajnie. Uważam, że te bonifikaty to motywacja, żeby podjąć wyzwanie na przeszkodach. Trasa była bardzo ciekawa, z dwoma trudnymi podbiegi. Może dzięki temu biegowi ktoś będzie chciał sprawdzić się w pełnej formule. Ja byłem już na Saharze. Startowałem tam na 50 km, ale za rok będzie setka. Na pewno! – powiedział nam Mariusz Żak, jeden z uczestników imprezy.

– Decyzja o starcie to był spontan. Zdecydowałam się dwa dni temu. Mieliśmy jechać na inny bieg i kibicować znajomym, ale z chłopakiem stwierdziliśmy że warto w taką pogodę się przebiec - dzieliła się wrażeniami Luiza Kowalewska, stała bywalczyni imprez spod znaku Runmageddon. – Startujemy w tej serii, dlatego chcieliśmy sprawdzić tę nową formułę. Na pewno jest to ciekawe, choć oczywiście więcej tu jest biegania niż przeszkód. Dobre jest też to, że nie ma kar za ominięcie utrudnienia. Jest super zabawa i okazja, żeby się po prostu sprawdzić.

– Myślę, że zaproponowano dziś najłatwiejsze przeszkody jakie Runmageddon ma w swoim arsenale i każdy mógł się z nimi spróbować. Moim zdaniem, ta formuła się przyjmie na dłużej – przewiduje nasza rozmówczyni.

Sprinterka zachwycona

Zmagania z zainteresowanie obserwowała sprinterka Anna Kiełbasińska. Sama wystartowała w „Strefie Wyzwań”, gdzie na odcinku ok. 30 metrów mogła wykazać się szybkością. Osiągnięty przez nią wynik można było próbować pobić.

– Widziałam, że były osoby, które chciały poprawić mój wynik. Chyba już na początku jakiś pan to zrobił i mój czas wynik nie był już tym najlepszym – śmiała się reprezentantka Polski. Zachwyciła się imprezą w stolicy.

– Jestem pod wrażeniem całej organizacji i wielkości wydarzenia. A przede wszystkim tego, jak ludzie fajnie się bawią. Myślę, że o to tutaj chodzi, żeby czerpać radość ze sportu. Oczywiście, kusi mnie żeby sprawdzić się na przeszkodach, ale póki co muszę myśleć o tym, że za miesiąc rusza sezon i nie chciałabym ulec kontuzji. Wczoraj wróciłam z ciężkiego zgrupowania w Spale. Czas na takie starty jeszcze przyjdzie – zapowiedziała Anna Kiełbasińska.

Konkurencja spo(we)ra

Zmagania ukończyły 1363 osoby, w tym 453 pań. To przy zakładanym pierwotnie limicie 5000 uczestników na pewno nie zadowala organizatorów, ale warto jednak pamiętać, że tego samego dnia w podwarszawskim Wieliszewie rozgrywany był Barbarian Race (pobiegł tam m.in. Piotr Łobodziński, który w premierowej imprezie przeszkodowej Reeboka we wspomnianym 2011 r. był drugi). Natomiast w niedzielę w stolicy odbędzie się Bieg SGH, podczas którego biegacze mogą sprawdzić się na atestowanej trasie liczącej 5 i 10 km (ponad 1600 zgłoszeń). Pamiętajmy też o osobach, które wybrały starty w „piątkach”, półmaratonach i maratonach w Poznaniu, Łodzi czy Gdańsku.

Reebok POWERUN by Runmageddon - wyniki (bieg minus bonifikaty za pokonane przeszkody):
 
Mężczyźni:
 
1. Marcin Sypniewski, POL - 30:07
2. Artur Jabłoński, POL - 30:29
3. Petr Hradecky, CZE - 32:05
 
Kobiety:
 
1. Anna Łapińska, POL - 37:48
2. Ewa Jagielska, POL - 40:15
3. Dalia Delewska, POL - 41:47

Pełne wyniki: TUTAJ

RZ


Polecamy również:


Podziel się: