Karolina Nadolska o maratonie: „Mam jeszcze chrapkę na szybkie bieganie"


Ze zwyciężczynią 5. PKO Biegu Niepodległości w Rzeszowie, nieoficjalną rekordzistką Polski w półmaratonie rozmawiał Paweł Pakuła.

Jak się biegło w Rzeszowie? 

Super, był dziś taki fajny chłodek do biegania. Biegacze to lubią i ja też bardzo. Dziś troszeczkę ten wiatr utrudniał, były momenty na trasie że dawał się we znaki. Wszystko byłoby fajnie, gdyby można było z kimś współpracować. A mój bieg wyglądał tak, że w zasadzie dziewczyny przytrzymały mnie do drugiego kilometra, potem troszeczkę szarpnęłam i już zrobiła się luka i już zostałam sama. Ani nie było mężczyzny który by mi pomógł; grupa mężczyzn z czołówki była za mocna dla mnie i zostałam sama. Te 8 km musiałam pokonać sama. To jeszcze nie byłby wielki problem gdyby nie ten wiatr momentami. Bo człowiek zostaje sam i dostaje taki wiatr w twarz to on troszeczkę przeszkadza, a wiemy, że to stracimy pod wiatr to nigdy nie zyskamy z wiatrem. A ta trasa była jeszcze tak dziwnie dziś ułożona, że wydawało się, że gdzieś powinno być z wiatrem a ten wiatr zawsze gdzieś był niesprzyjający. On trochę dziś utrudniał bieganie i ten wynik dzisiejszy, leciutko powyżej 33 minut, myślałam, że uda mi się tu połamać 33 minuty. Ale jak na samotny bieg, w takich warunkach to jest to przyzwoicie aczkolwiek wydaje mi się że tak 32:30-32:40 jestem w stanie na tą chwilę pobiec. W takiej jestem dyspozycji.

Skąd pomysł na ten start? Dlaczego 10 km, właśnie teraz?

Ja bardzo lubię dystans 10 km, do półmaratonu. Oczywiście ostatni maraton, który miałam to był 3 lata temu, bo jestem po urodzeniu dziecka. Co prawda córka ma 2,5 lata ale od tego czasu nie ukończyłam żadnego maratonu. Ostatni mój maraton był przed ciążą i przed narodzinami córki. Teraz miałam próbę, pierwszy maraton po dziecku w Chicago. Wydawało się że wszystko jest w porządku natomiast tego biegu nie ukończyłam ze względów nie wiadomo jakich. Po prostu nie był to mój dzień. Wraz z rodziną podróżuję i przygotowuję się w wysokich górach w Colorado, tam mamy takie swoje miejsce i tam też przed tym biegiem wszyscy razem wyjechaliśmy i naprawdę zostawiłam dużo serca w tym treningu. Chciałam po 3 latach nieobecności na dystansie maratonu wrócić do niego. Nie szło mi od początku. Nigdy z czymś takim nie spotkałam się w swojej karierze. Nie ukończyłam tego maratonu, troszeczkę to zabolało. Zawsze jak to w takich sytuacjach bywa człowiek mówi „nigdy więcej tego maratonu”.

A nie jest tak, że chciałoby się odkuć?

Właśnie nie, pierwszy moment jest taki że człowiek mówi „nie” – to jest jednak dużo wyrzeczeń, dużo poświęceń, nie tylko moich ale też całej mojej rodziny. I nie wychodzi i to bardzo boli. A jak wiemy tego maratonu powtórzyć nie możemy. Aczkolwiek ja zeszłam w takim momencie, że mogłam go powtórzyć, na 27. kilometrze. Nawet mąż i trener Zbyszek Nadolski namawiał mnie żeby bardzo szybko jeszcze raz podejść do maratonu bo wiedzieliśmy, że to jest jakiś wypadek przy pracy, który się zdarzył. Ale ja mentalnie i psychicznie nie byłam w stanie się zebrać. I dlatego jestem napracowana, „natrenowana” tym treningiem wysokogórskim i muszę teraz startować bo zeszłam z maratonu ale wiem, że ta dyspozycja jest. I to też było widać dzisiaj: z dużym luzem i swobodą biegłam dzisiaj 33 minuty z maleńkim kawałkiem a więc to więc widać że ta dyspozycja jest.

W niedzielę biegnie Pani półmaraton w New Delhi...

To duży półmaraton, natomiast problem New Delhi to oczywiście pogoda: Indie czyli ciepło i teraz organizatorzy mierzą się z problemem związanym z zanieczyszczeniem powietrza. Na tą chwilę nie wiadomo w ogóle czy ten półmaraton się odbędzie. Natomiast bilet mam, i jestem gotowa na podróż. Może się nawet zdarzyć tak, że się doleci i bieg się nie odbędzie ze względów naszego bezpieczeństwa. To jest mój najbliższy bieg. Potem oczywiście biegi krótsze w Europie. Zakończę biegiem sylwestrowym i pomyślimy o jeszcze jednej próbie maratońskiej. Bo wiem, że mogę ten maraton jeszcze bardzo szybko pobiec. Moja życiówka to 2:26:31, dwa razy ocierałam się o rekord Polski, tak naprawdę i byłam już bardzo blisko. Ja nie mówię oczywiście, że ten rekord będę bić czy będę próbowała bić, ja muszę najpierw wrócić na dystans maratonu w sensie przyzwoitego wyniku. Ale też mam jeszcze chrapkę na szybkie bieganie w maratonie.

A w jakich miesiącach chciałaby Pani ponownie wystartować w maratonie? Styczeń, luty?

Nie to jest za szybko. Bardziej nas interesuje marzec. Żeby było bezpieczeństwo dobrej pogody. Dopiero po tym Chicago zaczynam dojrzewać do tego, że może jeszcze raz ale jeszcze potrzebuję troszeczkę czasu. Pewnie za chwilę znowu wyjedziemy do Colorado, tam mamy taką swoją bazę, swoje miejsce dobrze się tam czujemy, i życiowo, i treningowo i sportowo. Gdyby się okazało, że jakiś maraton będę miała zakontraktowany to oczywiście z przygotowaniami Ameryce.

Rozmawiał Paweł Pakuła


Polecamy również:


Podziel się: