Magiczny bieg, rekordowe czasy i frekwencja! 2. Bieg Trzech Króli w Łodzi [ZDJĘCIA]


Ubiegłoroczny debiutujący łódzki Bieg Trzech Króli wszyscy zapamiętali z prawie 20-stopniowego mrozu i zwycięstwa Artura Kozłowskiego. Tym razem nasz olimpijczyk nie wziął udziału, a termometr łaskawie pokazywał kilka kresek na plusie. Imponująca okazała się za to frekwencja. O godzinie 17:00 na starcie stanęło 1904 biegaczy – równo 600 więcej, niż w zeszłorocznej edycji, którą również relacjonowaliśmy (TUTAJ).

Trasa biegu, zorganizowanego przez znane trenerskie małżeństwo Joannę i Jacka Chmielów (Stowarzyszenie Akademia Sport i Zdrowie), była identyczna jak poprzednio. Start i meta znajdowały się na świątecznie podświetlonym rynku centrum handlowego Manufaktura, a druga połowa dystansu przebiegała pod iluminacjami ulicy Piotrkowskiej – reprezentacyjnego łódzkiego deptaka.

Wygrał Michał Olejnik z Pabianic (15:30), który w zeszłym roku stanął na najniższym stopniu pudła, a teraz poprawił swój wynik o prawie minutę. Przy okazji o 15 sekund pobił ubiegłoroczny rekord trasy samego króla Artura! Męskie podium dopełnili Patryk Stypułkowski z Koluszek (15:54) i Jarosław Omąkowski z Łodzi (16:19). Wśród pań zwyciężyła Mariola Ślusarczyk z Warszawy (17:15, 11. open), zdecydowanie wyprzedzając Agatę Stankiewicz z Łodzi (18:45) i Olgę Kazimirową z Kalisza (19:03). Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

Mariola to mistrzyni Polski w biegu przełajowym na 4 km z 2014 i brązowa medalistka MP na 3000 m z przeszkodami z 2015. Jak przyznała, w biegach ulicznych startuje czasem właśnie zimą, w sezonie przygotowawczym. – To taki przerywnik dla urozmaicenia, który jednocześnie bardzo popycha mój trening do przodu – powiedziała zwyciężczyni, która również poprawiła ubiegłoroczny rekord trasy Moniki Kaczmarek o ponad pół minuty. Czy przyjechała do Łodzi z zamiarem wygranej? – Tak! – potwierdziła z pięknym uśmiechem.

– Poprawiłem czas i miejsce, więc mogę się tylko cieszyć – powiedział nam zwycięzca Michał Olejnik. – Z jednej strony pogoda pomogła, bo w tamtym mrozie trudno było o dobry wynik, ale też teraz jestem już dłużej w treningu. Przygotowuję się do sezonu letniego, do biegów na orientację, ale teraz formę mam zdecydowanie lepszą, niż rok temu. Dziś prowadziłem od początku, chociaż z Patrykiem Stypułkowskim się trzymaliśmy razem do trzeciego kilometra, dopiero na czwartym się oderwałem i biegłem samotnie. Moja przewaga jednak nie była aż tak duża. Bardzo mi tu pomagają świąteczne iluminacje na Piotrkowskiej, dzięki nim ten bieg jest magiczny, tu się biegnie głową i oczami.

A czy Michał wygrałby dziś z Arturem Kozłowskim, gdyby ten stanął wraz z nim na starcie? – Artur to w biegach ulicznych inna klasa – przyznał Michał – jest jakiś cień możliwości, że bym się z nim pościgał, ale ciężko by było o zwycięstwo. Patrząc na jego aktualną formę, może bym mu dotrzymał kroku, ale byłoby wyjątkowo trudno.

Piąte i szóste miejsce, ścigając się do końca, wywalczyli przyjaciele i biegowi rywale – łodzianin Łukasz Brzeźnicki i związany zarówno z Łodzią, jak i Pabianicami Maciej „Jagoda” Jagusiak. – Pobiłem życiówkę o jakieś 20 sekund – cieszył się Łukasz. – A ja nie, ale i tak jestem bardzo zadowolony, a dzisiejsze biegnięcie za Łukaszem było dla mnie wielką motywacją – dodał Maciek. – Od początku biegłem przed „Jagodą” – przyznał ten pierwszy – choć miało być na odwrót! Dziś mi się biegło, jakbym zyskał jakiś kod nieśmiertelności, sam nie wiem, skąd taka forma już teraz zimą. Na wiosnę maraton czeka, mam nadzieję, że dopiero tam pokażę, na co mnie stać!

Organizatorzy wydawali się równie zadowoleni, jak biegacze. Nie tylko pogoda dopisała. Uczestnicy odebrali ponad dwa tysiące pakietów i prawie wszyscy stawili się na starcie. Czego chcieć więcej? Do zobaczenia za rok w tym samym miejscu!

KW

Polecamy również:


Podziel się: