Marathon Travel Gate: Właścicielka obiecywała zwrot kosztów, do dziś nie zobaczyli ani złotówki. Pośrednik bez gwarancji UFG


Jakiś czas temu pisaliśmy o odwołanym wyjeździe na maraton do Nowego Jorku. Jego (niedoszli) uczestnicy w większości dowiedzieli się o tym, że wyjazd nie dojdzie do skutku mediów społecznościowych. Po interwencji otrzymali od organizatora, firmy Marathon Travel Poland zapewnienie o zwrocie poniesionych kosztów do dzisiaj, to jest 12.10.2018. Teoretycznie sprawa została rozwiązana. No właśnie, teoretycznie…

Za kilka tysięcy złotych kupili wyjazd na wymarzony maraton. Zostali na lodzie. „Mój biegowy świat się zawalił”

Jak dowiedzieliśmy się od klientów firmy, nie był to pierwszy przypadek, kiedy sprzedano biegaczom nieistniejące numery startowe na maratony z obowiązującą procedurą losowania.

Na maraton z tour operatorem? Nie daj się oszukać!

Sytuacja powtórzyła się w przypadku maratonu w Londynie oraz Tokio. Jak przyznaje jeden z klientów firmy, wówczas o tym, że nie ma numerów startowych, dowiedzieli się dopiero po przylocie na miejsce, na lotnisku. Nasz rozmówca do dzisiaj nie otrzymał rekompensaty za tamten wyjazd.

Pani Joanna opowiada historię, którą słyszeliśmy już poprzednio. Chodzi o wyjazd na maraton do Aten: – Nagle okazało się, że wylot zamiast z Warszawy, ma być z Berlina. Wyjazd autokarem… z Poznania – mówi. O zmianie miejsca wyjazdu organizatorka poinformowała drogą mailową dobę przed wyjazdem. Pierwsza wiadomość zawierała informację o zmianie lotu i zbiórce przed odjazdem autokaru na Dworcu Letnim. Dopiero druga, wysłana kilka godzin później, tuż przed 22:00, zawierała ważną informację: „Zapomniałam dodać, że Dworzec Letni jest w Poznaniu”. – My z mężem bilety zmienialiśmy trzy razy – mówi dalej pani Joanna. – Było dużo stresu, ta pani ciągle nas okłamywała. Na miejscu okazało się, że pakietów też nie ma.

Jak się okazało, nie było również biletów powrotnych: – My zamiast wracać z Aten do Polski, to lecieliśmy na Cypr, tam jej syn zbierał pieniądze i po długim czekaniu w ostatniej chwili weszliśmy na pokład. Ja byłam cała mokra... Gdyby nie to, że grupa była świetnie zorganizowana, to byśmy tam siedzieli i wracali na swój koszt….

Z innych źródeł wiemy, że część osób musiała zapłacić za bilety lub dopłacić za bagaż z własnej kieszeni.

Od innej uczestniczki tamtego wyjazdu otrzymaliśmy kopię pisma, które pani Edyta, właścicielka Marathon Travel Poland, przesłała po feralnym wyjeździe jego uczestnikom. Przeprasza w nim i zobowiązuje się do zwrotu poniesionych kosztów do 30.12.2016 roku.

Żadne z czworga uczestników tego wyjazdu, do których dotarliśmy, do dziś nie zobaczyło ani złotówki. – Ja do pani Edyty wysyłałam pismo z kancelarii, które ona zupełnie zignorowała.... Także odpuściłam, bo sama z mężem i tak nic nie zdziałam – przyznaje pani Joanna.

Swoich pieniędzy nie otrzymali też niedoszli uczestnicy wiosennej wyprawy na Virgin London Marathon, choć obiecano zwrot do dnia 20.04.2018. Nasi rozmówcy nadal czekają.

Jak to możliwe, że doszło do tak absurdalnej sytuacji, w której kolejni biegacze padają ofiarami tej samej firmy? Wiadomo, nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Każdy ma prawo do błędu. Ale w sytuacji kryzysowej, kiedy coś pójdzie nie tak (odwołane loty, anomalie pogodowe, wypadki losowe), uczestnicy wyjazdu powinni zostać objęci odpowiednią opieką i otrzymać odszkodowanie. Zapewnia je Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny a każda firma organizująca wyjazdy turystyczne powinna posiadać polisę ubezpieczeniową w wysokości stosownej do oferowanych usług (czyli wyższą w przypadku organizacji wyjazdów do Stanów Zjednoczonych niż tylko na terenie Europy). Marathon Travel takiej gwarancji nie posiadało.

Marathon Travel nie należy też do Polskiej Izby Turystyki. Co więcej, firma w międzyczasie przechodziła z rąk do rąk, choć „wszystko zostaje w rodzinie”. Przez pewien okres była zarejestrowana jako Marathon Travel Poland – Edyta Bartkowiak, od 2015 roku jako Marathon Event Bartosz Bartkowiak (wspomniany wcześniej syn). Klienci przyznają, że dostawali umowy wystawione na jedną z firm a podbite pieczątką drugiej. Na szczęście właścicielka firmy po ostatnich wydarzeniach zadeklarowała zakończenie działalności. Szkoda, że tak wiele osób padło jej ofiarami. Pozostaje liczyć na to, że tym razem obietnice zostaną dotrzymane i pieniądze wrócą na konta oszukanych biegaczy.

KM


Polecamy również:


Podziel się: