"Setka i wakacje!" Magdalena Łączak i Paweł Dybek kończą sezon na Lanzarote


Haría Extreme Lanzarote, 94 km po wulkanicznej wyspie niedaleko wybrzeży Maroka, a tysiąc kilometrów od Hiszpanii, do której Lanzarote należy. To będzie jej ostatni start w sezonie 2018. Ostatni i bardzo wyczekany, bo Magdalena Łączak czuje się już mocno zmęczona tegorocznymi zmaganiami biegowymi.

– Gdyby nie to, że słowo się rzekło i wcześniej zdeklarowaliśmy się z Pawłem na bieg na Lanzarote, chyba bym już nie startowała. Potraktowalibyśmy ten wyjazd wyłącznie jako zasłużone wakacje – mówi Magda, wygrzewając się na kanaryjskim słońcu.

Zwyciężczyni tegorocznych Transgrancanarii i Ultra Sierra Nevada, druga zawodniczka Ultra Pirineu oraz jej partner Paweł Dybek są od tygodnia na wulkanicznej Lanzarote, należącej do archipelagu Wysp Kanaryjskich. – Potrzebuję choć na chwilę uciec od codziennego kieratu: wstawania wcześnie rano i chodzenia spać bardzo późno wieczorem, intensywnej pracy zawodowej i mocnego treningu. Nie ma to jak poleżeć w ciepełku na leżaku, a tu warunki są do tego idealne – śmieje się zawodniczka Salomon Suunto Teamu.

– Jest cudowna pogoda, wstajemy rano kiedy chcemy, wyłączamy na noc telefony, żeby ktoś nas za wcześnie nie obudził. Potem robimy trening przy plaży, jemy śniadanko, jedziemy na wycieczkę, zwiedzamy, leżymy sobie nad morzem albo „byczymy się” na leżakach przy basenie… Spędzamy czas baaardzo przyjemnie! – rozmarza się.

Trudno, żeby było inaczej, skoro pogodę Magda, Paweł i siostra Magdy, Patrycja, "najlepszy biegowy support", mają wymarzoną. – Lanzarote to wyspa wiecznej wiosny, więc nawet teraz są tu 22-23 stopnie Celsjusza – opowiada czterokrotna triumfatorka Biegu 7 Dolin na Festiwalu Biegowym w Krynicy. – Przy tej temperaturze, jeśli nie ma wiatru (bo wieje tu dość często), słońce tak pali, że nie da się za długo na nim poleżeć, trzeba używać kremu z filtrem co najmniej 30. Ale jest cudownie, od tygodnia deszcz padał raz, tyle że… raptem przez kilka minut – śmieje się.

Wypoczynkowi sprzyjają nie tylko piękna pogoda, ale i święty spokój. – Jest już poza sezonem, więc ludzi niezbyt dużo. Tu, gdzie mieszkamy, w Costa Teguise, większość turystów prowadzi aktywny tryb życia, biegają po deptaku, jeżdżą rowerami.

Aktywnie spędzają czas także Magda i Paweł. Raz, że inaczej chyba nie potrafią, dwa, że w sobotę czeka ich jednak start w biegu na 100 kilometrów. – Raz czy dwa byliśmy na trasie zawodów, ale ona przebiega kawałek od nas, a my na wakacjach chcieliśmy mieszkać przy wodzie i trenujemy w różnych fajnych miejscach .

Choć na Lanzarote głównie odpoczywają, sobotni start w „setce” traktują poważnie. – Ja nie uznaję startów treningowych, chyba że na 10 km – mówi Magda – więc jeśli staję do zawodów, to daję z siebie wszystko. Haría Extreme Lanzarote jest ostatnim biegiem w Spain Ultra Cup XL format - Pucharze Hiszpanii, którego jestem współliderką. Podobnie jak Gemma Arenas Alcazar, wygrałam w tym cyklu 2 biegi i mam 900 punktów (Hiszpanka była najlepsza w Ultra-Trail Guara Somontano i Gran Trail de Peñalara, Magdalena - w Transgrancanarii i Ultra Sierra Nevada – red.). Która z nas wygra w sobotę, ta zdobędzie puchar. Ale od razu powiem, że nie robię sobie wielkich nadziei na zdobycie trofeum – zastrzega.

– Oczywiście to nie jest tak, że rezygnuję z walki i poddaję się przed startem, ale trochę realizmu nie zaszkodzi – tłumaczy nasza czołowa ultraska. – Uważam, że w tej chwili Gemma jest ode mnie w lepszej dyspozycji, ja ostatnio mniej trenowałam, bo przygnębia mnie bieganie gdy po pracy jest ciemno, mokro i zimno. Hiszpanka za to trenowała i startowała sporo, jest mocna, a poza tym zdecydowanie sprzyja jej trasa biegu. 

– Początkowe 50 km jest dość płaskie, wprawdzie po wulkanach, ale niezbyt wysokich – opowiada Magdalena Łączak – robi się ten odcinek poniżej 4 godzin, a Hiszpanka to zawodniczka bardzo szybka, świetnie biega asfaltowy maraton i może tutaj dużo zyskać. Hopki zaczynają się dopiero od klifu w połowie trasy, pojawiają się kilkusetmetrowe podbiegi, ale jest ich raptem kilka. Na 100 kilometrach mamy 3000 metrów przewyższenia, więc nie za dużo.

Magdalena Łączak zna Haria Extreme Lanzarote doskonale i bardzo lubi te zawody. Rok temu wprawdzie ich nie ukończyła, ale przed 2 laty nie miała na kanaryjskiej wyspie sobie równych. – W 2016 roku walczyliśmy na nieco innej trasie, trochę dłuższej, teraz już nie biegniemy do Órzoli, na północnym skraju wyspy – wspomina. 

W Hiszpanii, a zwłaszcza na Wyspach Kanaryjskich, Polka jest bardzo lubiana i szanowana. – Większość biegów organizują tutaj ci sami ludzie, znamy się dobrze i z poprzednich HEL, i z Transgrancanarii – opowiada zawodniczka, która wielokrotnie podkreślała, że Hiszpanię uwielbia, jest ona niemal jej drugim domem i czuje się tam znakomicie.

Przed ostatnim startem w sezonie Magdalena Łączak życzy sobie tylko jednego: ukończenia, za wszelką cenę ukończenia zawodów. – A potem, w  niedzielę, poniedziałek, wtorek i środę, będę leżała i patrzyła na świat. Jeszcze kilka dni laby chcę wykorzystać „na maksa”! – śmieje się znakomita biegaczka.

Piotr Falkowski

zdj. Patrycja Łączak, Paweł Dybek


Polecamy również:


Podziel się: