Wygrał, ale... Medale Amatorskich Mistrzostw Polski na Milę rozdane [ZDJĘCIA]


Biegi na mile to w Wielkiej Brytanii czy USA jedna z najciekawszych konkurencji lekkoatletycznych. W naszym kraju dystans ten nie cieszy się póki co dużą popularnością. Wkrótce to może się zmienić dzięki Amatorskim Mistrzostwom Polski w biegu na 1 milę. Za nami pierwsza edycja czempionatu.

Przez biegowy świat krokiem milowym uznawane jest pokonanie 1609 m w czasie poniżej 4 minut. W sobotę na stadionie warszawskiego AWF blisko 260 uczestników chciało sprawdzić, gdzie leżą ich granice.

Biegacze podzieleni zostali na 17 serii. Pod uwagę brano rekordy życiowe na dystansie 5 km. Gra toczyła się o tytuł amatorskich mistrzów kraju (patronat PZLA nad imprezą). Każdy mógł poczuć się jak profesjonalnym mityngu. Kamery śledziły poczynania zawodników. Nie brakowało też powtórek wyświetlanych na telebimie i grafik z rezultatami po każdej serii.

Dla wielu osób był to pierwszy bieg na dystansie 1 mili na stadionie. Nie chodzi tu tylko o amatorów, wybierających z reguły zmagania na 5 czy 10 km, ale też dla naszych czołowych zawodników jak brązowa medalistka mistrzostw Europy w biegu na 800 m Joanna Jóźwik czy rekordzista Polski na 1500 m - Marcin Lewandowski. Z zawodników, którzy pojawili się dziś na stadionie AWF jedynie Soffia Ennaoui legitymowała się oficjalnym rekordem życiowym 4:25.34 z 2016 roku.

Trudno jednak się dziwić takiej sytuacji, skoro podczas mityngu w Sopocie główny bieg, czyli „Bursztynowa Mila” rozgrywana jest na dystansie... 1000 m dla kobiet i 800 m dla mężczyzn. Według statystyk PZLA, w tym roku tylko jedna biegaczka pokonała oficjalnie dystans 1609m. To Angelika Cichocka, która w Londynie poprawiła rekord Polski - 4.19,58.

– Siedem razy już startowałem w biegu na milę w Goleniowie, ale nie było do tej pory okazji, żeby pobiec ten dystans na stadionie. Ja jestem też „świeżakiem”, nawet na 1500 m. Ale jeśli gdzieś na Diamentowej Lidze zamiast 1500 m będzie mila, to jak najbardziej wystartuje. Postaram się poprawić rekord Polski (Bronisław Malinowski – 3:55.40). Zobaczymy czy się uda – powiedział nam Marcin Lewandowski, mocno zainteresowany pobiciem rekordu Bronisława Malinowskiego.

– Ten wynik ma 41 lat. To jest jeden ze słabszych rekordów, ale wiem, że to tak łatwo się tylko mówi. Skoro przetrwał tyle czasu, a mieliśmy już wielu dobrych biegaczy, to coś to oznacza. Ja mam respekt do tego rezultatu, bo wiem że nic nie przychodzi za darmo. Oczywiście mam nadzieję, że się uda go poprawić – stwierdził halowy mistrz Europy. I dodał.

– Mila na świecie jest bardzo szanowanym dystansem. Gdy startuje na 1500 m, to mówią o mnie, że jestem „milerem”. Szkoda, że tego dystansu nie ma na Igrzyskach czy Mistrzostwach Świata. Marzy mi się jednak, żeby mila była na mistrzostwach, bo jestem urodzony do tego dystansu. Póki co jednak trzeba robić swoje. Ciągle wprowadzane są jakieś zmiany, żeby podnieść jakość lekkiej atletyki. Zobaczymy.

Mistrzostwa w biegu na milę, organizowane przez znanego komentatora piłko nożnej, Tomasza Smokowskiego, nie mogły się odbyć bez... Sebastiana Mili, piłkarza Lechii Gdańsk i byłego reprezentanta Polski. Jego pacemakerem został Marcin Lewandowski.

– Jest to bardzo fajna inicjatywa i cieszę się, że znalazłem się w takim wspaniałym towarzystwie. Kiedyś miałem jednego „Lewego” w reprezentacji, teraz mogłem pobiec z drugim „Lewym” - absolutnym mistrzem – podkreślił Sebastian Mila. – Nigdy jakoś szybko szybko nie biegałem, ale za to miałem dobrą wytrzymałość i mogłem długo biegać. Trochę mnie ten bieg zmęczył. Marcin opowiadał wiele fajnych historii, a ja już coraz rzadziej odzywałem się słowem – relacjonował popularny „Roger”.

Zwycięzców mistrzostw poznaliśmy w ostatniej serii. Wygrał Kamil Młynarz, który uzyskał czas 4:24.24. Drugie miejsce zajął Wojciech Karwowski z rezultatem 4:34.54. Natomiast trzeci był Tomasz Mikulski z wynikiem 4:41.69. Dwunastu biegaczy złamało granicę 5 minut.

– Uważam, że stać mnie było tu na czas w okolicach 4:20, ale nie w samotnym biegu i nie przy takim zimnie. Mogłem się czaić do ostatniego koła, żeby wygrać, ale chciałem też uzyskać dobry wynik. Na szczęście wiatr nie dawał się we znaki, zaletą biegania na stadionie jest to, że wieje góra 150 metrów – opisywał zwycięzca. – Bardzo się cieszę z tego wyniku. Staram się startować na różnych dystansach, bo gdy skupiłem się tylko na maratonie, to wszystko szło w dół. Urozmaicenie jest najlepsze – dodał Kamil Młynarz.

Wśród pań najlepszy wynik uzyskała Agnieszka Kwiatkowska 5:40.72, która pobiegła w piątej serii. Druga była Beata Dąbrowska z czasem 5:44.88, a trzecia Alicja Stawicka 5:46.25.

– To miał być bieg na przetarcie przed „piątką” podczas Samsung Irena's Womens Run. Wracam tu prosto z tamtego biegu, gdzie udało mi się wyrównać rekord życiowy i zająć czwarte miejsce – mówiła Agnieszka Kwiatkowska. – Biegło mi się bardzo dobrze i miałam chyba mocną serię. Starałam się biec za Mateuszem Jasińskim, on biega bardzo lekko, przez co ja też nie czułam też tej prędkości. Uważam, że impreza jest genialna, bo można się poczuć jak zawodowcy. Obsługa i organizacja utrzymane są na wysokim poziomie. Podejrzewam, że za rok konkurencja będzie większa – prognozuje mistrzyni kraju.

W przyszłym roku na obiektach AWF planowane jest rozegranie Halowych Mistrzostw Polski Amatorów w biegu na milę.

RZ


AKTUALIZACJA

Jak się okazuje, Kamil Młynarz posiada licencje PZLA i nie mógł zostać sklasyfikowany w mistrzostwach amatorów. Dlatego zwycięzcą został drugi na mecie Wojciech Karwowski. Na wszystkim skorzystał też Paweł Rozmianiec, który z czwartego miejsca wskoczył na trzecie. 

Dodajmy, że dla zawodników z licencją była prowadzona oddzielna kategoria - „pro”. Tutaj najlepszy okazał się... Kamil Młynarz. Wśród pań w w tej klasyfikacji wygrała Justyna Jelska z rezultatem 5:09.48.

red. 


 

Polecamy również:


Podziel się: