Iwona Bernardelli po MŚ Wojskowych: „Tak się nie da..."

Iwona Bernardelli po MŚ Wojskowych: „Tak się nie da..."


Z Iwoną Bernardelli, olimpijką z Rio i złotą medalistką Wojskowych Mistrzostw Świata z Ottawy rozmawia Robert Zakrzewski.

W Ottawie w klasyfikacji generalnej zajęła Pani szóste miejsce z czasem 2:34:47. Czuć lekki niedosyt, że nie udało się zająć miejsca na podium w klasyfikacji generalnej?

Iwona Bernardelli: Zwycięstwo w Wojskowych Mistrzostwach Świata bardzo mnie satysfakcjonuje, jednak z Ottawy nie będę miała dobrych wspomnień. Wygrana w mistrzostwach to był mój główny cel, ale co do samego biegu, to wszyscy byliśmy niepocieszeni. Organizatorzy umieścili na stronie profil trasy, który wskazywał, że będzie to płaski maraton. Nic bardziej mylnego...

Jak to?

Trasa była bardzo pofałdowana i miała bardzo mało płaskiego terenu. Zbiegi i podbiegi były konkretne. Większość z naszej ekipy uważa, że to najtrudniejszy maraton w jakim startowali. Ja go mogę tylko porównać do zawodów w Los Angeles (czwarte miejsce z czasem 2:31:17, 2012 rok). Był to mój trzeci maraton w życiu i najtrudniejsza trasa na której biegałam. Ottawa chyba jej dorównuje.

Pogoda w Kanadzie też zrobiła swoje. Od rana temperatura była wysoka. Najgorsza była jednak duża wilgotność. Wszystko to dało o sobie znać w drugiej połówce biegu. Do tego miałam problem ze ścięgnem Achillesa. Cel jednak został osiągnięty. To najważniejsze. Cieszę się bardzo.

Przed startem w Ottawie poprawiła Pani w Londynie rekord życiowy na 10 000m - 32:55.06 (siódmy rezultat w historii polskiej LA - red). Jednak do minimum na mistrzostwa świata, wynoszącego 32:00:00, wciąż daleko. Czy wskaźnik nie jest zbyt wyśrubowany? Dodajmy, że w historii tylko trzy Polki uzyskały rezultat poniżej obecnego minimum.

Minimum jest takie, a nie inne. Nie mi jest oceniać i dyskutować. Są osoby, które odpowiadają za wysokość wskaźników. Ja mogę zrobić ze swojej strony tylko tyle, żeby pobiec jak najlepszy wynik. W Londynie nie nastawiałam się na minimum. Po Mistrzostwach Polski w Rybniku szykowałam się już do maratonu. Wciąż wiem, że mogę pobiec szybciej „dychę”.

Czuję trochę sportowej złości, bo nie mam szczęścia do zawodów. Gdy jestem dobrze przygotowana, to trafiam na złe biegi. Rok czy dwa lata temu, gdy startowałam w Londynie, to była tak fatalna pogoda, że ciężko było coś pobiec. Poprzedni rekord życiowy ustanowiłam Birmingham w samotnym biegu. Kiedyś przyjedzie jednak czas, żeby dla własnej satysfakcji uzyskać dobry wynik.

Jak wyglądały Pani przygotowania do kanadyjskiego maratonu?

Przygotowania nie były długie i trwały półtora miesiąca. To były podobna droga jak do maratonu w Osace. Moje ostatnie dwa maratony to były pewnego rodzaju eksperymenty, ale wszystko dobrze się kończyło. W Osace, i w sumie w Ottawie też, ułożyło się po mojej myśli. Gdyby nie warunki pogodowe i problem z Achillesem, to w Kanadzie czas mogłyby być lepszy.

Do uzyskiwania dobrych wyników potrzebne jest też zdrowie. Od 2015 roku moje przygotowania to tak naprawdę dociąganie od jednych zawodów do drugich. Gdzieś pomiędzy jest leczenie. Tak się nie da biegać na najwyższym poziomie.

Wystartuje Pani w MŚ w Londynie? Maratońskie minimum na tę imprezę zrobiła Pani w styczniu w Osace (2:29.37).

Moją imprezą docelową były Wojskowe Mistrzostwa Świata. Teraz trzeba regenerować organizm i odpoczywać. Jeszcze nie wiem czy wystartuję gdzieś jesienią (byłby trzeci maraton w tym roku dla naszej rozmówczyni – red.). Musimy ustalić cele z trenerem i menedżerem. Na pewno spoglądam w kierunku Mistrzostw Europy, które odbędą się za rok w Berlinie. To jest cel na przyszły sezon. Chciałabym się porządnie przygotować do tej imprezy.

Oprócz Pani minimum na MŚ w maratonie wywalczyły tylko Izabela Trzaskalska i Katarzyna Kowalska. Jak ocenia Pani ich szanse?

Na pewno będę trzymała kciuki za dziewczyny. Mam nadzieję, że pokażą się dobrej strony. Z Izą trenujemy u tego samego trenera - Marka Jakubowskiego, i z tego co wiem, to wyjechali już na pierwszy obóz przygotowawczy do Wałcza.

Rozmawiał Robert Zakrzewski


Polecamy również:


Podziel się: