Biegacz z nizin a sukcesy w górach. „Kros, podbiegi...”


Marta Kaźmierczak w zeszłym roku wygrała Bieg 7 Dolin na dystansie 34 km (z czasem 3:25:04). Jak sama przyznaje, był to jej debiut w górach na nieco dłuższym dystansie. Zwykle możną ją spotkać na biegach Grand Prix Warszawy, gdzie dominuje płaski teren.

Jak z perspektywy czasu wspominasz ubiegłoroczne zwycięstwo w Krynicy?

Marta Kaźmierczak: Stając na starcie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. To był mój pierwszy dłuższy bieg w górach, ale zakończył się dla mnie dużym sukcesem, który miło wspominam do tej pory.

Jaki był to dla Ciebie bieg?

Zaczęłam bardzo spokojnie i stopniowo się rozpędzałam. Na trasie czułam się raczej komfortowo, jeśli można użyć tego określenia w stosunku do biegów górskich. Kryzys był jeden, kiedy pomyliłam trasę na ok. 2 km przed metą. Widząc w oddali zabudowania miasta, odbiłam w lewo i mocno w dół, a powinnam pobiec prosto. Na szczęście jacyś turyści krzyknęli do mnie, żeby zawrócić. Obejrzałam się za siebie i rzeczywiście dostrzegłam wysoko małe - z racji odległości, poruszające się postaci. Powrót na właściwą ścieżkę, mając już w nogach ponad 32 km, kosztowało mnie dużo energii i obawy, że przez głupi błąd utracę wypracowaną pozycję.

Nie masz dużego doświadczenie w biegach górskich. Po Festiwalu w Krynicy miałaś długą przerwę. Wystartowałaś dopiero w tegorocznym Supermaratonie Gór Stołowych. I znów, zafiniszowałaś tam na znakomitym drugim miejscu! Co determinuje Twoje sukcesy w górach?

Zaryzykuję stwierdzenie, że chyba predyspozycje. Jak słusznie zauważyłeś, nie mam doświadczenia w górach i praktycznie w nich nie trenuję. Zdarzają się w roku może 1-2 krótkie, najczęściej weekendowe wypady. Wpływ na sukces miał przede wszystkim trening biegowy i muay thai (śmiech).

Jak zatem przygotować się do startu w górach trenując i mieszkając na nizinach?

Głównym środkiem biegowym, który stosuję, jest kros i podbiegi. Zwykle wykonuję te aktywności w Łazienkach Królewskich. W weekendy często robię wybiegania po lasach, w których można poczuć klimat zbliżony do biegów górskich. I tyle.

Jak widać na moim przykładzie, można trenować na nizinach i potem biegać w górach. Oczywiście wiem, że mogłabym znacznie lepiej biegać, jeśli trenowałabym bardziej specjalistycznie.

Co daje Ci bieganie w górach, a czego nie dają biegi uliczne?

Bieganie w górach daje emocje i wrażenia, których nie da się porównać z biegami ulicznymi. Jest tam bowiem niesamowita zmienność - krajobrazu, wysokości, kroku biegowego, techniki pokonywania trasy. Nie ma dwóch takich samych kamieni, po których musisz przeskoczyć, ani dwóch takich samych konarów, na które musisz uważać. Jest ogrom bodźców, także trzeba mieć oczy wokół głowy, a dodatkowo w nogach dynamit i w sercu szacunek do przyrody, z którą przychodzi ci się mierzyć.

Wracasz do Krynicy bronić tytułu?

Ostatnio intensywnie myślę o Krynicy i jeśli ostatecznie się zdecyduję na start, to będzie to znów dystans 34 km. Zawsze próbuję walczyć na miarę moich możliwości i jeśli one wystarczą, aby zdobyć tytuł, to będę bardzo zadowolona. Oczywiście życzę powodzenia wszystkim startującym w tym roku. Trzymam kciuki za Wasze starty, zdrowie i dobrą zabawę!

Rozmawiał RZ


Polecamy również:


Podziel się: