Zmierzyli, policzyli... Czynniki sukcesu w ultramaratonie


Naukowcy w Zurichu zebrali kilkaset opracowań i stworzyli obraz przeciętnego ultramaratończyka.

Statystycznie, wielbiciel długiego dystansu jest mężczyzną w wieku ok. 45 lat. Jest również żonaty i dobrze wykształcony. W porównaniu z maratończykami, ultramaratończycy biegają na treningach zdecydowanie więcej kilometrów, ale za to robią to wolniej.

Tempo treningu jest o tyle istotne, że decyduje o sukcesie na trasie. Jednak równie ważny jest skład ciała, a dokładniej zawartość tkanki tłuszczowej. Porównując tych, którzy dobiegają do mety z tymi, którym się to nie udaje, naukowcy jako czynniki sukcesu wskazali właśnie tkankę tłuszczową (mniej znaczy lepiej) i czas treningowy (szybciej to lepiej niż wolniej). Do tego dochodzi jeszcze wiek biegacza i zdolność do uzupełniania niezbędnych kalorii.

Z wiekiem szybkość ultramaratończyka spada. Generalnie najszybsi ultramaratończycy są w wieku 35- 45 lat, ale np. 100 km najszybciej pokonują zawodnicy w wieku od 30-50 lat, a biegaczki mają na to 5 lat więcej. Gdy ultramaraton ma 50 km, to najlepsze wyniki osiągają biegacze pomiędzy 39-40 roku życia. Z kolei w biegach 24-godzinych o sukcesie decyduje życiówka z maratonu, która nie powinna być gorsza niż 3h20’ oraz doświadczenie, w postaci ukończenia kilku co najmniej 60-kilometrowych biegów ultra.

Gdy już doświadczony, przygotowany do startu, wytrenowany ultramaratończyk, stanie na starcie, na jego wyniku może zaważyć kwestia odżywiania się i nawodnienia. Lepsze wyniki będą mieli ci, którzy poradzą sobie z uzupełnieniem kalorii, a nie jest to proste. Przykładowy uczestnik Run Around Australia potrzebuje 6300 kcal. Przy 100-kilometrowych biegach 88% energii pochodzi z węglowodanów, jednak w dłuższych biegach- a naukowcy analizowali m.in. liczący sobie aż 5 000 km Self Transcendence Race - na znaczeniu zyskują inne źródła energii: białko i tłuszcz.

Naukowcy przedstawili również ciekawe wnioski dotyczące nawodnienia, a raczej przewodnienia czyli hyponatremii. Okazuje się, że ryzyko obciążenia organizmu zbyt dużą ilością płynów jest zdecydowanie większe w USA niż w Europie. Przykładowo na Western States Endurance Race 100 wynosi 30%, a w Szwajcarii tylko 8%. Ta różnica jest nie tylko kwestią klimatu. Może wynikać także z przepisów organizatorów niektórych biegów w USA, gdzie sprawdzana jest waga uczestników. Ci, którzy tracą określony w regulaminie biegu procent wagi, nie dostają zgody na kontynuowanie zmagań, dlatego ryzyko jest wyższe.

Autorzy raportu twierdzą, że z piciem nie należy przesadzać, zwłaszcza że nawet na trasie słynnego Badwater biegacze adaptują się do upału. Jednocześnie nadal większym ryzykiem jest odwodnienia niż przewodnienie.

IB

źródło


Polecamy również:


Podziel się: