„Bieganie daje radość, ale...”. Powiedzieli w Berlinie


Na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, gdzie trwają 24. Mistrzostwa Europy w Lekkiej Atletyce pracuje nasza reporterka. Oto co powiedzieli jej nasi zawodnicy po drugim dniu imprezy.

2x złoto, 2x srebro - ME w Berlinie napoczęte! Polskie młoty i kule latały najdalej!

Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek – to który lepszy?

Wojciech Nowicki rzutem na odległość 80,12 m zapewnił sobie złoty medal i tytuł mistrza Europy.

– Bardzo się cieszę i z tego zwycięstwa i ze stabilizacji formy. Oznacza to, że praca nie poszła na marne – mówił nam w mixzonie Wojciech Nowicki, który do ostatniego rzutu nie był pewien czy Paweł Fajdek „dołoży” odległości czy nie. Pewny jest za to faktu, że mimo zwycięstwa, to właśnie Fajdka uważa za najlepszego zawodnika.

– Dla mnie to on będzie tym najlepszym. Dużo mi do niego brakuje – zapewnił Nowicki, który na razie jeszcze nie poczuł się mistrzem Europy, ale zdradził swój sposób na zdobycie tytułu. – Przyjechałem jak zawsze nastawiony na wynik a nie miejsce. To by zrobić wynik, przekłada się na miejsca i medale.

– Wojtek pokazał, że był lepiej przygotowany. Jego przygotowania przebiegały bez problemów w tym sezonie, a ja się męczyłem, walczyłem ze sobą każdego dnia. Mój organizm wymagał przerw, nie dawał rady. Cieszę się, że zdołałem się przygotować na to drugie miejsce i że zdobyliśmy dwa pierwsze miejsca – mówił z kolei nowy wicemistrz Europy.

Paweł Fajdek zwrócił uwagę na pogodowe i pozapogodowe problemy. Wysoka temperatura, późna godzina startu i do tego brak siłowni na miejscu, na stadionie startowym, nie ułatwiają zachowania energii potrzebnej do rywalizacji. – Niestety nie ma na miejscu siłowni i musiałbym wrócić do hotelu, skąd mógłbym pojechać na stadion treningowy, to za duża strata czasu. Zamiast siłowni skupiłem się na odpoczynku i regeneracji – zauważył nasz rozmówca.

Ewa Swoboda niepewna

Finał biegu na 100 metrów odbył się bez udziału Ewy Swobody. Sprinterka w swoim półfinale zajęła piąte miejsce z czasem 11:30.

– Jak na taką pogodę, to czas był bardzo dobry. Już na rozgrzewce nie dało się żyć. Pot ze mnie ściekał tak, jakbym właście wzięła prysznic – skarżyła się Swoboda, ale nie tylko jej doskwiera upał. W Berlinie jest gorąco i duszno. W ciągu dnia termometry wskazywały 34 stopnie Celsjusza. Berlińczycy walczą ze zmęczeniem i przegrzaniem nawet siedząc na trybunach stadionu. Kolejne dni mają wyglądać podobnie i na pewno będzie to miało przełożenie na wyniki.

– Wynik jest, jaki jest, płakać z tego powodu nie będę. Zastanowię się nad sezonem halowym i nad tym czy kolejny sezon w ogóle będzie. Bieganie daje mi radość, ale mam też inne plany - kontynuowała Swoboda, która przypomniała, że trenuje już 10 lat i potrzebuje więcej luzu. Doświadczenie nie pomaga jej na bieżni, a stanowi bagaż, który czasami utrudnia jej realizowanie planów. W Berlinie nastawiła się na lepszy wynik. – Myślałam, że pobiegnę szybciej, przynajmniej te 11:20, ale tak nie było. Trudno, takie życie – opowiadała biegaczka. 

– Nastawiam się na sztafety. Mam nadzieję, że będzie szybko, a potem wystartuję jeszcze na Memoriale Kamili Skolimowskiej, ale tam, to już będzie innego typu start – dodała nasza sprinterka.

Dominik Kopeć zadowolony

Do finału sprintu nie wszedł również Dominik Kopeć, który z czasem 10.29 zakończył zmagania na 12. miejscu.

– W finale mnie nie będzie, ale cieszę się, że w tym sezonie regularnie biegam poniżej 10:40, a na ważniejszych imprezach udaje się zejść poniżej 10:30. Regularność już jest, teraz więcej treningu i mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się złamać 10:22 - mówił Dominik Kopeć, który uważa, że musi więcej pracy włożyć w ostatnie metry, na których za bardzo się usztywnia i w start z blok. On również chciałby pobiec w sztafecie. – Mam nadzieję, że w sztafecie uda się wywalczyć finał – dodał sprinter.

Patryk Dobek… śpiewał

Patryk Dobek z drugiego miejsca wszedł do finału 400m przez płotki. Swój półfinałowy bieg zakończył z czasem 48:75, najlepszym w tym sezonie.

– To jest półfinał. Tutaj nie można już kalkulować. Po prostu myślałem o drugim miejscu i udało się - mówił po swoim biegu Dobek, który bardzo spokojnie, od samego startu kontrolował bieg i realizował swój plan. – To jest bieg przez płotki. Tu trzeba myśleć i być skoncentrowanym – wyjaśnił.

To właśnie w braku koncentracji i doświadczenia na imprezach tej rangi upatruje braku kwalifikacji do półfinałów swojego kolegi Kuby Mordyla. – Dla niego to była pierwsza taka impreza, był zdezorientowany, a przed nim jeszcze duża kariera – zapewnił finalista ME w biegu na 400m ppł, a przy okazji zdradził, że śpiewa podczas biegania. To go rozluźnia i pozwala się nie rozpraszać.

Co będzie śpiewał i na co się nastawia w finale, zdradzić nie chciał. – Zobaczymy. Nie lubię zakładać, że jestem liderem. Wolę wychodzić na bieżnię i się ścigać, zwłaszcza, że na tej bieżni biega się fajnie – podsumował siódmy zawodnik MŚ z Pekinu i młodzieżowy mistrz Europy z 2015 r.

Wysłuchała w mixzonie Ilona Berezowska


Polecamy również:


Podziel się: