"Mogę więcej!" - Alex Motylska, rekordzistka świata K23 w biegu 48-godznnym


Kilkanaście dni temu fascynowaliśmy się kolejnym wielkim wyczynem Patrycji Bereznowskiej, która na Festiwalu Ultramaratońskim w Atenach pobiła rekord świata (401 km) w biegu 48-godzinnym.

Wielu umknęło wtedy (a niesłusznie!), że o równie wspaniałe osiągnięcie pokusiła się w stolicy Grecji młoda ultraska z Mogilna Alex Motylska.

O dziewczynie z Wielkopolski usłyszelliśmy niedawno, przy okazji zbiórki funduszy na wyjazd do Aten. Alex zapowiadała wtedy, że w biegu 48-godzinnym pobije rekord świata kobiet poniżej 23 roku życia. Rekord w debiucie? - kręcono głową z niedowierzaniem.

A jednak! Alex znana jest z konsekwentnej realizacji marzeń. Jak zaplanowała, tak zrobiła. W Atenach zajęła trzecie miejsce, przebiegła 264 km i poprawiła o 34 km rekord należący do Brazylijki Gabrieli Mazin.

Alex Motylska nie zamierza się zatrzymać. Wie, że może pobiec jeszcze lepiej i planuje kolejne starty. Opowiedziała o nich czytelnikom FestiwalBiegowy.pl.

- Jak się czujesz? Jakie to uczucie pobić rekord świata? Jakie emocje?

- Wielka radość! Udało się dokonać tego, co sobie zaplanowałam kilka miesięcy temu. Ale wiem, że rekord nie był wyśrubowany. Mogłam lepiej i mam jeszcze dużo do poprawy. Teraz już wiem, czego się spodziewać.

- Skąd wziął się pomysł, żeby wystartować w Atenach w biegu 48 h?

- W listopadzie natknęłam się na statystyki, z których wynikało, że rekord świata kobiet do lat 23 wynosi 230 km. Pomyślałam, że jestem w stanie go poprawić. Sezon 2018 miałam wprawdzie już zaplanowany, ale start w styczniu w Atenach nie kolidował z moim kalendarzem, bo sezon startowy rozpoczynam dopiero w kwietniu. Jedynym problemem były sprawy finansowe. Bardzo pomogła zbiórka na PolakPotrafi.pl. Dzięki cegiełkom wpłaconym przez wiele osób mogłam sięgnąć po marzenia.

 

- A jak się czujesz fizycznie po 2 dobach biegania bez przerwy?

- Świetnie, jedynym problemem były dwa odparzone palce w prawej stopie. Do treningów wróciłam już po tygodniu, oczywiście na zmniejszonej intensywności.

- A do czego teraz trenujesz, skoro największe wyzwanie za Tobą?

- Głównym startem na wiosnę są Mistrzostwa Polski w maratonie kobiet. W kwietniu w Dębnie planuję jak najbardziej zbliżyć się do granicy 3 godzin.

- Sięgnijmy do korzeni... Jak to się stało, że zaczęłaś biegać?

- Startować w biegach ulicznych zaczęłam w roku 2011, to był bieg w moim rodzinnym mieście z okazji WOŚP. Wtedy jednak bardziej związałam się z nordic walking. W pierwszym ultramaratonie wystartowałam w maju 2015 r. i zrobiłam to z czystej ciekawości. Nie miałam nawet przebiegniętego maratonu, a zaledwie półmaraton. Otuchy dodało mi to, że dwukrotnie ukończyłam maraton nordic walking, a wszyscy mówili, że to trudniejsze niż przebiegnięcie maratonu. Jedyne, co wiedziałam o ultra, to... jak się zapisać na zawody (śmiech).

- Kilka lat temu poznałyśmy się właśnie na zawodach nordic walking. Czy to był pierwszy sport, z którym się związałaś?

- Absolutnie nie. Już od pierwszej klasy podstawówki aż do ukończenia gimnazjum grałam w tenisa stołowego. W międzyczasie zaczęłam jeszcze przygodę z piłką nożną. Nordic walking nauczył mnie przede wszystkim walki z własnymi słabościami, bo nikt za nas nie dojdzie do mety. Czasem bywało ciężko, szczególnie, gdy walka o podium trwała do ostatnich metrów.

- Odnosiłaś sukcesy w tej dyscyplinie jako młoda osoba. Spotkałaś się pewnie ze stwierdzeniem, że to forma aktywności raczej dla starszych osób?

- Jeśli ktoś uważa, że to nudne, niech sam spróbuje choć popatrzeć na to, co dzieje się podczas i po zawodach NW. Atmosfera jest niesamowita. Wciąż zdarza mi się startować, w tym roku wezmę udział w Mistrzostwach Polski Nordic Walking na dystansie maratonu.

- Dlaczego wybrałaś akurat biegi 24 i 48h? Dlaczego nie Korona Maratonów, górskie ultra czy cokolwiek innego? To rzadkość, by bardzo młoda osoba startowała w takich biegach.

- Korona Maratonów mnie nie kręci, ponieważ 2 lata temu zrobiłam Koronę Wituńską, czyli pięć maratonów w trzy dni. Do gór mam daleko, ale może w przyszłości? W biegach typu 24h łatwo porównywać swój wynik z rezultatami z lat poprzednich, a poza tym po każdym okrążeniu czekają takie przyjemności jak jedzenie, picie, cieplejsze ubranie… Wszystko mamy pod nosem.

- O czym myśli się na trasie takiego biegu? Co się robi, żeby nie zwariować biegając ponad 200 pętli?

- Myśli się o wszystkim: jaką drogę trzeba było przejść, by być w tym miejscu, o rodzinie, najbliższych. Ale przede wszystkim o tym, by wystarczająco dużo pić i jeść.

- Jaką miałaś strategię w Atenach? Odpoczywałaś, spałaś w trakcie biegu? Masz sprawdzone potrawy i napoje?

- Chciałam w pierwszej dobie nabiegać 150 km, co udało się z lekką nadwyżką, a w drugiej tyle, ile będę w stanie. Bieg nie układał się od początku po mojej myśli, miałam problemy żołądkowe i lekkie krwawienie z nosa. Na szczęście, po śnie dolegliwości ustąpiły. Na sen poświęciłam bardzo dużo czasu, dlatego wiem, że mam jeszcze duże rezerwy. Korzystałam głównie z bufetu zapewnionego przez organizatora. Oczywiście mam zawsze coś ze sobą, ale startuję bez serwisantów, a ciężko by było biegać i jeszcze przygotowywać sobie coś do jedzenia. Jeśli chodzi o picie korzystałam z elektrolitów dostępnych w aptece.

- Zdarzyły się kryzysy? Co było najgorsze przez te dwie doby?

- Duży kryzys przyszedł około godziny 20 drugiej doby, bo bardzo brakowało snu. A najgorsze były zimne noce.

- Czym się zajmujesz, kiedy nie biegasz i nie trenujesz?

- Studiuję wychowanie fizyczne, co pewnie nie jest zaskoczeniem oraz matematykę.

- A z którym kierunkiem planujesz związać przyszłość?

- Oczywiście, że ze sportem! To jest całe moje życie już od najmłodszych lat. Matematyka jest tylko wyjściem awaryjnym.

- Jak rodzina, przyjaciele, znajomi ze studiów reagują na to, że biegasz tak ogromne dystanse?

- Od przyjaciół mam bardzo dużo wsparcia, szczególnie podczas startów. Dbają o to, żebym wierzyła w siebie. Znajomi ze studiów dają swoje notatki, bo wiadomo, że jednostka treningowa jest zawsze ważniejsza od zajęć (śmiech). W mojej rodzinie króluje piłka nożna, niektórzy nawet nie wiedzą, na czym to moje bieganie polega. Najbardziej przeżywa wszystko moja mama, szczególnie gdy biorę udział w czymś nowym. Gdy startowałam w Atenach, wysprzątała cały dom i co chwilę odświeżała wyniki. Najbardziej w moim bieganiu uczestniczy brat, Gracjan. Często wspólnie trenujemy.

- Zdradzisz nam, jakie masz plany i cele sportowe?

- Chciałabym, żeby coraz więcej kilometrów przybywało w biegach czasowych. A największe marzenie to dostać się do reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w biegu 24h. Droga do tego jeszcze daleka, ale marzenia są po to, by je spełniać, a ciężka praca na treningach w tym pomoże.

- Życzymy zatem, by marzenia się spełniły. Trzymamy kciuki!

rozmawiała Katarzyna Marondel

Polecamy również:


Podziel się: